Jak PKO nie wybudowało drapacza chmur

Autor: GOK
Kategoria: Czym tętnią Poznańskie Kamienice
Dodano: 30-07-2013
Dzielnica: Stare Miasto



Jeden z pierwszych polskich „drapaczy chmur” miał stanąć przed wojną w centrum Poznania. Miał nim być gmach dzisiejszego banku PKO na Placu Wolności. W maju 1937 roku odbyło się jednak poświęcenie budynku w kształcie zbliżonym do dzisiejszego – rada miejska nie wyraziła zgody na wielopiętrowy  (według szkiców projektu - trzynastokondygnacyjny) budynek.

Bank PKO wykupił wcześniej na Placu starą kamienicę czynszową. Gdy tylko stał się jej właścicielem, nakazał wyprowadzenie wszystkich mieszkańców, wyburzenie budynku i rozpisanie konkursu na siedzibę banku w tym miejscu, przy czym zainteresowani architekci otrzymali sugestię, że wobec ciasnej zabudowy, nowy obiekt mógłby być wieżowcem o pionowym ukształtowaniu bryły. Rozpisany konkurs wygrał projekt nowoczesnego drapacza chmur, autorstwa Jadwigi Dobrzyńskiej i Zygmunta Łobody. Dwuipółkrotnie przewyższał normy wysokości, przyjęte w Poznaniu.

- Gdy zgłosili się do mnie dyrektor PKO i jego główny doradca, znany architekt warszawski, z zapytaniem, czy mam jakieś zastrzeżenia co do warunków konkursu, oświadczyłem, że zabudowa na placu Wolności jest ściśle określona, wolno budować domy o pięciu kondygnacjach przy wysokości gzymsu głównego wynoszącej 17,50 m od poziomu chodnika – wspominał Władysław Czarnecki, miejski architekt. – Uznałem, że plan jest prawomocny i żadne ustępstwa od niego nie są dopuszczalne.

Jednak PKO nie chciało tak łatwo złożyć broni – perspektywa wieżowca w tak dobrej lokalizacji, prestiżowa i praktyczna zarazem była zbyt kusząca. Jako że wysoki wieżowiec uzyskał pierwszą nagrodę w konkursie projektów, jego autor, Zygmunt Łoboda zgłosił się do Czarneckiego. Ten wyjaśnił koledze po fachu, że nie jest przeciwnikiem ciekawego, nowoczesnego budynku jako takiego, podobnie, jak nie potępiają go jako takiego radni miejscy – przyczyny są inne. „Osobiście uważałem, że wieżowiec ustawiony przypadkowo w długiej pierzei placu pod względem kompozycyjnym nie mam sensu. Potem wysoka bryła zwrócona do placu stroną północną, a więc ciemną, rzucając długi cień na sam plac, też jest nieodpowiednia”. Czarnecki podał Łobodzie „dokładnie, jaki gabaryt ustalono dla placu Wolności i że plan nieodpowiadający tym warunkom musi być odrzucony”.

Dyskusja obu kolegów po fachu jednak coś dała – Władysław Czarnecki zgodził się na jedną dodatkową kondygnację, jednak cofniętą, zamiast spadzistego dachu. „Sąsiedni budynek księgarni Św. Wojciecha miał taki wysoki dach mansardowy. Dla zachowania sylwety zalecało się tak właśnie postąpić”.

Życie dopisało arcyciekawe zakończenie tej historii. Otóż co wolno było starej kamienicy, nie sprawdziło się w przypadku budowy biurowca: „realizację prowadził budowniczy Edward Rychlicki, ogłaszając w rezultacie upadłość firmy. Nieprzewidziane trudności przy fundamentowaniu, natrafienie na kurzawkę (mokry, grząski piasek), konieczność wbicia długich pali ogromnie podrożyły budowę (o 30%), co było powodem strat, jakie poniosła firma, nieuznanych przez inwestora”. Władysław Czarnecki uznał, że wobec grząskiego gruntu, „decyzja o zachowaniu przepisanego gabarytu ratowała PKO od jeszcze kosztowniejszego wydatku”…  


Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy :(
Dodaj komentarz

Kategorie artykułów

Dodaj artykuł
Ostatnie oferty
  • Łazarz, Poznań

    Powierzchnia: 48 m2 więcej
    Cena: 439 000,00 zł
  • Łazarz, Poznań

    Powierzchnia: 46 m2 więcej
    Cena: 413 000,00 zł
  • Łazarz, Poznań

    Powierzchnia: 59 m2 więcej
    Cena: 535 000,00 zł

Sonda
W tej chwili nie mamy aktywnej sondy.



Ostatnie komentarze